Mam mieszane uczucia, z jednej strony
cieszę się, że zobaczę wkrótce te wszystkie znajome gęby, z
drugiej strony Sri, Som, Faith(Rose) Chettawut Kadri, Katherine,
Sara, Monica, Adriannei masa ludzi z hotelu, byli dla mnie jak
rodzina przez ostatnie 30 dni. Chyba aktualnie jestem smutna i
przygnębiona. Z drugiej strony ostatecznie zamknęłam pewien
rozdział w życiu z czego bardzo się cieszę. Miesza się smutek z
radością, dobrze, że tusz mam wodoodporny :v
Ledwie siedzę aktualnie mimo że mnie
wszędzie przewieźli na wózku i priorytecie, chyba walnę jeszcze
jeden tramadol a na lot mam zestaw specjalny, silne tabletki nasenne
(zachowałam sobie 2)
Dopisano w Wiedniu.
Sam lot był w miarę ok, szprycuję
się tramadolem i apapami ;) krwi prawie nic, bardziej śluz.
Publikuje to z Wiednia, bo nie mogłam
się połączyć z netem na lotnisku w Bangkoku.
Oczywiście V musiało dopaść coś
niespodziewanego, strajk Lufthansy a czym to V leciała... Tak,
Lufthansą, ech zmęczonej kobiecie to zawsze piach w oczy i chuj w
dupę...
Tak więc lecę naszym cudownym lotem
gdzie głupia kanapka jest oczywiście płatna... Ciekawe czy tym
razem również dostaniemy małe prince polo...
Coś mi mówi, że pierwsze dildowanie to
będzie masakra żeby dobić do 7 i ½ cala...
Następny post pewnie za 24h, jak się wyśpię po jet lagu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz