czwartek, 3 kwietnia 2014

Wylot

Mam mieszane uczucia, z jednej strony cieszę się, że zobaczę wkrótce te wszystkie znajome gęby, z drugiej strony Sri, Som, Faith(Rose) Chettawut Kadri, Katherine, Sara, Monica, Adriannei masa ludzi z hotelu, byli dla mnie jak rodzina przez ostatnie 30 dni. Chyba aktualnie jestem smutna i przygnębiona. Z drugiej strony ostatecznie zamknęłam pewien rozdział w życiu z czego bardzo się cieszę. Miesza się smutek z radością, dobrze, że tusz mam wodoodporny :v

Ledwie siedzę aktualnie mimo że mnie wszędzie przewieźli na wózku i priorytecie, chyba walnę jeszcze jeden tramadol a na lot mam zestaw specjalny, silne tabletki nasenne (zachowałam sobie 2)


Dopisano w Wiedniu.

Sam lot był w miarę ok, szprycuję się tramadolem i apapami ;) krwi prawie nic, bardziej śluz.
Publikuje to z Wiednia, bo nie mogłam się połączyć z netem na lotnisku w Bangkoku.
Oczywiście V musiało dopaść coś niespodziewanego, strajk Lufthansy a czym to V leciała... Tak, Lufthansą, ech zmęczonej kobiecie to zawsze piach w oczy i chuj w dupę...


Tak więc lecę naszym cudownym lotem gdzie głupia kanapka jest oczywiście płatna... Ciekawe czy tym razem również dostaniemy małe prince polo...

Coś mi mówi, że pierwsze dildowanie to będzie masakra żeby dobić do 7 i ½ cala...

Następny post pewnie za 24h, jak się wyśpię po jet lagu.

Brak komentarzy: